AMERYKAŃSKIE PUNKA POCZĄTKI
Na początku lat siedemdziesiątych, w
Stanach Zjednoczonych, a konkretnie w Nowym Jorku, zaczęły powstawać, jak
grzyby po deszczu, nowe grupy rockowe.
Ośrodkami skupiającymi młodych gniewnych stały się
Marcer Arts Centre i CBGB`s Club (CBGB - Country, Bluegrass And Blues).
Pierwszy przygarnął powstałe w latach 1972-73The New York Dolls, Teenge
Lust, Ruby And The Red Necks, Patti Smith, The Dynomiters, Luger, Sparks, Wayne
Country And Queen Elizabeth, Milk`n`Cookies, Elliott Murphy, The Harlots Of
4 2nd Street i Kiss.
W GBGB`s stawiały natomiast swe pierwsze kroki w latach
1974-75 m.in. Television, The Stilettos, The Fast, The Miamis, Brats, Star
Theatre, Jet Black, Another Pretty Face, Palace, Blondie, The Ramones, The
Shirts, Day Old Bread, Second Wind, Talking Heads i Heartbreakera.
Co ciekawe oba te obozy prezentowały zupełnie odmienny
image sceniczny. O ile przedstawiciele pierwszego prezentowali się w lśniących,
pełnych przepychu, fantazyjnych, lecz zarazem szmirowatych strojach, o tyle
drudzy ubierali się dla kontrastu w jeansy, koszulki, skórzane marynarki, itp.
Myliłby się ten, kto sądziłby, że poza ww. centrami nie
działo się w Nowym Jorku nic ciekawego. Takie nazwy jak 82 Club, Kenny`s
Castaways, Max`s, czy Nobody`s znał każdy zwolennik nowych trendów w rocku.
Źródeł amerykańskiego punk-rocka szukać trzeba jednak dużo,
dużo wcześniej, bo w połowie lat... sześćdziesiątych. Wtedy to obok
wielkich gwiazd amerykańskiej sceny rockowej takich jak Bob Dylan, The Dors,
czy Frank Zappa działały - prezentując dość prymitywny poziom - kapele tzw.
"garażowe": Barbarians, Castawaya, The Seeda i wiele, wiele innych. Określane
jako zespoły punkowe i ignorowane przez duże koncerny płytowe, doprowadziły
faktycznie do renesansu rock`n`rolla za oceanem.
W 1965 roku powstał w Nowym Jorku Velvet Underground, jeden
z najważniejszych zespołów w historii muzyki rockowej.
Grzegorz Brzozowicz; "Bez istnienia tej grupy, punk - jeśliby w ogóle się
pojawił - z pewnością nie przybrałby takiej postaci, w jakiej go znamy. Echa
dokonań tej grupy można znaleźć we wczesnej twórczości Davida Bowiego,
Roxy Music, Briana Eno oraz niezliczonej liczby nowofalowych wykonawców, by
wspomnieć tylko o początkach Talking Heads, Simple Minds, The Cars, czy The
Jesus And Mary Chain." ("MM", nr 9/88)
Wiesław Weiss: "The Velvet Underground był pierwszym zespołem rockowym,
który nie wstydził się brzydoty rocka. Wprost przeciwnie, uwypuklił ją.
Jego muzyka irytowała prowokacyjnie odkształconym, zbrutalizowanym brzmieniem,
brudem i hałasem, spiętrzeniem efektów dysonansowych. Wybór najbardziej
odpychających środków wyrazu uzasadniały wszakże teksty pisane przez Lou
Reeda, wychowanka wybitnego poety amerykańskiego Delmore Schwartza. jako
pierwszy w świecie rocka, Reed podjął w swych utworach najbardziej drastyczne
problemy społeczne, takie jak narkomania i deprawacja nieletnich. Ukazał
duchową nędzę współczesnego człowieka, jego upadek." ("MM",
nr 9/88)
Jerzy A. Rzewuski: "Velvet Underground - nazwany przez krytyka "Village
Voice" efektem sekretnego małżeństwa Boba Dylana i Markiza de Sade - nie
pasował do epoki, w której demonizowano, lub idealizowano wszystkie zjawiska.
Stosowna do tekstów muzyka sprawiała wrażenie nagranej gdzieś w przejściu
podziemnym, czy na przystanku metra.
w 1976 roku Lou Reed oświadczył z właściwą sobie nonszalancją, lecz nie
bez pewnej racji: "To ja wypracowałem cały ten negatywny punk z Andy
Worholem i Undergroundem..." ("MM, nr 4/85)
Przedstawiając protoplastów punka zza Oceanu nie można
zapomnieć o jeszcze jednej arcyważnej postaci tamtych czasów, jaką bez wątpienia
był Iggy Pop. James Jewel Osterberg (bo tak brzmi jego prawdziwe nazwisko)
urodził się 21 kwietnia 1947 roku w Ann Arbor, w stanie Michigan. Swój
pseudonim przybrał jeszcze na początku kariery, w Detroit, gdy przeszedł z
zespołu The Iguanas do The Prime Movers. Później wyjechał do Chicago gdzie
grał bluesa. Powrócił jednak z powrotem do Detroit i stanął na czele
formacji The Stooges. Występował w niej jako wokalista i nieobliczalny
akrobata. Iggy dysponował całym bagażem skandalicznych chwytów estradowych -
rzucał się na scenę, pluł na widownię, bił, pozwalał sobie na poufałość
z publicznością - ogólnie mówiąc, zgłębiał czeluści deprawacji, aby
przysporzyć zespołowi The Stooges, nie mającą dotychczas precedensu, złą sławę.
Popowi przypisuje się autorstwo parafrazy słynnego hippisowskiego hasła
"live and peace" - "hate and war".
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że obok Lou Reda, był to drugi
"ojciec chrzestny punk-rocka". The Stooges, występujący w składzie:
Iggy Stooge (śpiew, ponownie zmienił pseudonim), Ron Asheton (gitara), Dave
Alexander (bas) i Scott Asheton (perkusja) już pierwszym albumem ("The
Stooges") udowodnili, że grali punk siedem lat wcześniej zanim oficjalnie
zaistniał. Iggy został ponownie "odkryty" w 1977r. przez Davida
Bowie. Powrócił do swego poprzedniego pseudo - Pop i ruszył na tournee ze
swoim nowym mentorem.
Jerzy A.. Rzewuski: "rock z Detroit przełomu lat sześćdziesiątych i
siedemdziesiątych w istocie rzeczy podobny był błyskowi flesza - oślepiającemu
lecz krótkotrwałemu. Nikt wówczas nie podejrzewał, że odegra on decydującą
rolę w krystalizowaniu się Nowej Fali - to samo dotyczyło zresztą Velvet
Underground. Nie należy tego rozumieć, iż wykonawcy ci wyprzedzili swój czas
- po prostu uważano ich i słusznie za margines. Odmieńców, działających w
cieniu wielkiej ogólnoamerykańskiej sceny, na której panowanie odzyskiwała
muzyka określana skrótem MOR (midle of the road" - środek drogi)."
("MM" nr 4/85)
Ale właśnie ta postępująca komercjalizacja amerykańskiego
rocka, spowodowała wzrost aktywności młodych twórców we wspomnianych na wstępie
dwóch klubach nowojorskich. Debiuty sceniczne The New York Dolls i Patti Smith
w "The Mercer Art Center", a później Television i Ramones w "CBGB`s"
otworzyły nową epokę w historii muzyki pop.
/Na podstawie: "Punk - ideologia i muzyka" Piotr Kosiński, Zbigniew Szałankiewicz Kraków 1989/